20 maj 2016

GDY BIDA W PORTFELU

To one są bohaterami dzisiejszej notki. Przez jednych kochane, przez innych wzgardzone, na pewno ratujące portfel, kiedy lubimy często zmieniać garderobę, a niekoniecznie chcemy wydawać miliony monet na niewarte ich ceny ciuchy z sieciówek. Być może tym stwierdzeniem brzydko mówiąc "sram we własne gniazdo", lecz prawda jest taka, że ceny w Zarze to grube przegięcie i żaden z tych ciuchów nie jest wart ceny na metce.

W lumpeksach, mniej pejoratywnie określanych jako second handy znaleźć możemy ciuchy głównie z sieciówek wreszcie w adekwatnej do ich jakości cenie. Jeśli mieszkacie w dużym mieście - lumpeksów szukajcie na obrzeżach, w mniejszych dzielnicach. Wielkomiejskie lumpeksy już dawno poczuły pismo nosem i ceny miewają zaporowe, a nie o to przecież chodzi aby kupić używane ciuchy w cenie nowych.




 Zapraszam Was na mój kanał na YouTube, gdzie prezentuję stylizacje złożone z ciuchów z lumpeksów, a udało mi się trafić kilka perełek, jak np. płaszczyk z Top Shop za 10 zł, czy spodnie Bershka za tyleż samo. :)


UWAGA! KONTROWERSYJNA TREŚĆ.
Jeśli jesteś wrażliwcem - uciekaj gdzie pieprz rośnie.

Jeśli kogoś brzydzi fakt, że odzież z lumpeksu była noszona przez "nie wiadomo kogo", to spieszę z kubłem zimnej wody na głowę.
Ciuchy z sieciówek najpierw przechodzą przez ręce szwaczy, magazynierów w krajach, które nie uchodzą za najbardziej dbające o higienę pracy, następnie czeka je tani, acz długotrwały transport morski, gdzie napiją się odpowiedniej ilości wilgoci aby niektóre asortymenty zdążyły podgnić, po czym trafiają do magazynów, będąc przechowywane w mniej lub bardziej odpowiednich warunkach, aby w końcu trafić na wieszaki i półki sklepowe aby cieszyć się deptaniem, szarpaniem, przymierzaniem przez setki klientów i smarowaniem podkładem, pudrem i potem.

To było bardzo długie zdanie podrzędnie złożone, a teraz w ramach relaksu zapraszam na kilka zdjęć, choć polecam oczywiście obejrzeć film i zajrzeć na kanał, gdyż można tam znaleźć mnóstwo inspirujących treści. :)








Lumpeksy są oczywiście rozwiązaniem nie tylko na chudsze miesiące. Pamiętajcie, że kupowanie ubrań z drugiej ręki to także recykling. A więc eko, hipster, trendy, cool itp. Recykling jest fajny. Nie trujmy środowiska. Nie składujmy na wysypiskach ton ciuchów założonych kilka razy. Fajnie, jak jest fajnie. Do następnego! ;)

10 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie zagladam do lumpeksow, jakos mnie odpychaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam jednak przeczytać tekst 'dla wrażliwców'. :) Bangladeskie i etiopskie fabryki, gdzie szyta jest odzież z sieciówek nie pachną fiołkami ani nie pasuje w nich czystość. Lumpeksy to także ekologia. Nic na siłę, ale każdy kij ma dwa końce - czasem warto się zastanowić czy nasza niechęć ma jakikolwiek sens. Dzięki za komentarz. :)

      Usuń
  2. Lumpeks to kwestia wyboru. Ja nie wybieram ani ich, ani sieciówek, nie mniej jednak nie obrzydza mnie fakt, że są i nie dzielę ludzi po tym gdzie się ubierają.

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szyjesz sama, czy wybierasz niszowe marki? :)

      Usuń
  3. Uwielbiam lumpeksy ;) Nie jeden z lepszych ciuchów w mojej szafie jest właśnie stamtąd!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kiedyś miałam bardzo mieszane uczucia co do lumpleksów, SH jak kto woli ten tak zwał, ale w ostatnim czasie bardzo je polubiłam. Można upolować naprawdę parę perełek, które są po niskiej cenie i się nadają. Ja ostatnio znalazłam piękną czarną sukienkę na siebie, czyli osobę z nadwagą która leży - uwaga, akt skromności - idealnie. I co najlepsze - jest z Primarka, gdzie wydałabym na nią pewnie z 15 funtów, a ja ją kupiłam za 1zł :) Czy też ostatnio się tam wybieram, by upolować coś na sesję zdjęciową. I smieszy mnie szczerze ujmując własnie fakt, jak kogoś to odpycha, bo było noszone przez kogoś wcześniej - ciuch zawsze można jeden lub nawet kilkanaście razy wyprać. I też to o czym wspomniałaś - te ze sklepu również były dotykane, możliwie wyprodukowane w nie najlepszych warunkach pracy, a jakoś ludzie się nie brzydzą oraz nie przychodzi im na myśl, że ten sam ciuch cudowny z H&M, mogła szyć brudna od potu chinka więc dotykała swoimi spoconymi rękami "naszej" bluzki. Także - ja oceniam lumpeksy na +! I fajne perełki Ci się udało upolować :)
    Pozdrawiam :)
    Lovett Lov - Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największa radość jest z łupów za grosze za które normalnie trzeba by było zapłacić dużo więcej, wiem coś o tym. :D Jakbyś wygrała los na loterii, przechytrzyła system. :D
      P.S."Brudna od potu Chinka" to może niezbyt taktowne określenie. ;) W Chinach fabryki odzieży wyglądają już coraz lepiej. Oczywiście wyzysk człowieka jest ogromny, ale warunki higieny pracy są zdecydowanie lepsze niż kilkanaście lat temu. Druga sprawa, że Chiny są już drogie i nie opłaca się tam szyć tak, jak kiedyś. Teraz duże sieciówki zlecają szycie w Indiach i Bangladeszu, gdzie zasady bhp istnieją tylko na papierze, a ludzie tyrają w okropnych warunkach kilkanaście godzin dziennie. Temat rzeka, jednak prawda jest taka, że odzież śmierdząca zgnilizną to standard na magazynach.

      Usuń
  5. Rzadko kiedy się tam ubieram, ale cenie je za to, że wszystko co kupimy będzie oryginalne, nie jak szmatki z croppa, które ma każdy:)
    MÓJ BLOG ZAPRASZAM
    ZAGŁOSUJ NA MOJE ZDJĘCIE

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam lampeksy i często tam bywam . Można znaleźć tanie i oryginalne ciuszki.

    OdpowiedzUsuń